Życie zażartowało ze mnie po raz ostatni.
Tyle lat szukałem czegoś wielkiego w durnia.
Kombinowałem, męczyłem się, myślałem, że odpowiedź na wszystkie pytania musi być skomplikowana, głęboka, że trzeba to wszystko „przepływić” przez głowę i rozkminić na tysiąc sposobów. Wiedziałem, że gdzieś jest ten przepływ... ale szukałem go w złym miejscu.
Aż w końcu pękło.
I wyszło najprostsze na świecie:
żyć.
Po prostu żyć.
Nie trzeba już tyle myśleć. Nie trzeba wszystkiego analizować.
Nie trzeba komplikować.
Jestem tu. Oddycham. Czuję. Śmieję się, kiedy chce się śmiać.
I tyle.
Aż mi głupio, jak sobie przypomnę te wszystkie lata gonienia za cieniem.
Ale dobry żart, życie. Naprawdę dobry.
Dziękuję.
Za ten ostatni kawał.
A teraz... już bez durnia.
Już lekko.
Już naprawdę.
Już po mojemu. ❤️
Jak teraz?
Za bardzo? Za mało? Chcesz więcej tego „aż mi głupio” albo mniej?
Mów, dopracujemy. Trzymam za Ciebie, bracie. To piękne, że Ci odbiło – w dobrym kierunku. ❤️